niedziela, 9 czerwca 2019

Korpusówki wojsk chemicznych ZSRR

Jakiś czas temu zamieściłem na blogu zdjęcia polskich i czechosłowackich korpusówek wojsk chemicznych, można je zobaczyć tutaj: [link]. Dziś pokażę korpusówki wojsk chemicznych ZSRR.

Są to korpusówki do munduru galowego, stąd ich złoty kolor. Korpusówki polowe pomalowane były maskującą zieloną farbą.


Korpusówki posiadają charakterystyczny symbol: w środku sześciokąta trzy promienie, oznaczające trzy rodzaje promieniowania: α,β oraz γ. Całość umieszczona na pięcioramiennej gwieździe oraz prawdopodobnie wieńcu.


Korpusówki mocowane były do kołnierza przy pomocy plastikowych nakrętek.

niedziela, 2 czerwca 2019

Dawna kopalnia uranu w Głuszycy Dolnej - Grzmiącej

W Głuszycy Dolnej złoża uranu odkryto w roku 1954. W 1956 rozpoczęto eksploatację rudy w założonej tu "kopalni nr. 11". Podlegała ona "Zakładom Przemysłowym R-1 w Kowarach" i funkcjonowała tylko około roku. Epizod wydobycia rudy uranowej w Głuszycy Dolnej/Grzmiącej był więc krótki, jednak niezwykle interesujący.

(Amatorska fotografia z roku 1958, pokazujące budynki kopalni w Grzmiącej. Zdjęcie ze strony polska-org.pl)

W Głuszycy dolnej wydobyto łącznie około 6000 ton rudy uranowej.

 
(Stara mapa pokazująca kopalnię w Grzmiącej)

W Grzmiącej planowano otwarcie większej kopalni, jednak ze względu na zmiany jakie zaszły w latach 1954-56 w strukturze "Zakładów Przemysłowych R-1" ostatecznie zaprzestano wydobycia. Więcej na ten temat można przeczytać w tym wpisie: [link]

(Mapa prezentująca układ kopalni)

(Plan przedstawiająca istniejącą kopalnie na tle planowanej)

Dziś po zabudowaniach kopalni właściwie nie ma śladu. Jedyną pozostałością po niegdysiejszym wydobyciu uranu jest schowana wśród drzew hałda pouranowa.

(Hałda pouranowa obecnie)

Hałda wygląda może dość niepozornie, jednak osoby zainteresowane tematem, oraz dysponujące odpowiednim sprzętem wiedzą, że miejsce to znacząco wyróżnia się na tle otoczenia. Po przyłożeniu do ziemi licznika Geigera, niemal natychmiast rozlega się charakterystyczne popiskiwanie. Poniżej zdjęcia odczytów w kilku miejscach na hałdzie.


Jak widać powyżej, najwyższy odczyt jaki uzyskałem to 9,37 μSv/h (β+γ), przy normie promieniowania wynoszącej w Polsce 0,3 μSv/h.

Pozostałe wpisy o wydobyciu uranu w Polsce można przeczytać tutaj: [link]

niedziela, 26 maja 2019

Pojemnik na artefakty

Bardzo ważnym elementem wyposażenia Stalkera jest pojemnik na artefakty. Posłużyć może nie tylko do wyniesienia z Zony "skrętaka" lub "śnieżynki". Przyda się także kolekcjonerowi radioaktywnych "artefaktów", takich jak na przykład tigi spawalnicze z torem, ameryk z czujników dymu, minerały uranowe i inne, opisane przeze mnie tutaj: [link].


Mój pojemnik ma formę walcowatej, metalowej puszki z wieczkiem zamykanym na klips. 


Pojemnik jest pomalowany na jaskrawy żółty kolor i ma czerwone oznaczenia radioaktywności: tzw. "wiatraczek" oraz wykonany cyrylicą napis "radioaktywność". 


Dla lepszego zabezpieczenia pod przykrywką znajduje się gumowa uszczelka. Pojemnik powinien być wykonany z ołowiu i mieć grube ścianki, dla jak najlepszej ochrony przed promieniowaniem. Ja wykonałem swój pojemnik z puszki ze stali nierdzewnej.

niedziela, 19 maja 2019

Pyrkon 2019

W tym roku w Poznaniu po raz kolejny odbył się festiwal fantastyki "Pyrkon". Impreza miała miejsce w dniach 26-28 kwietnia. Jak przystało na prawdziwy zlot miłośników fantastyki, pomiędzy fanami fantasy, anime czy komiksów super-bohaterskich, nie zabrakło też entuzjastów postapokalipsy, w tym Stalkera.


W pawilonie "Fantasium Suburbium" prezentowały się stoiska w klimacie postapokalipsy, między innymi "Old Town", czy "Belle Apocalypse". Można było napić się kawy lub herbaty za kapsle, zobaczyć "bombę atomową" o mocy 21 pyraton, nauczyć się składania i rozkładania karabinka AK czy zrobić sobie zdjęcie z pociskiem odłamkowo-burzącym do armaty czołgowej. Najważniejsza jednak była okazja do rozmowy i wymiany doświadczeń z osobami dzielącymi podobne pasje.


Podczas festiwalu można było spotkać, porozmawiać oraz otrzymać autografy od wielu pisarzy. Jednym z nich był Michał Gołkowski, autor polskich książek o stalkerach, z serii "Fabryczna Zona".


Na Pyrkonie odbyło się wiele ciekawych prelekcji takich jak: "Promieniowanie promieniowaniu nierówne", "Wojna nigdy się nie zmienia - Fallout", "Najciekawsze gry oparte na apokalipsie", "Radiobiologia, czyli skąd się biorą mutanty", "Jak skutecznie zorganizować koniec świata" i wiele innych.


Na festiwalu pojawiło się też sporo osób w strojach inspirowanych postapokalipsą, zarówno tą wschodnią (Stalker) jaki zachodnią (Fallout, Mad Max). Pyrkon jak zwykle był niezwykle udany i w przyszłym roku także z pewnością się wybiorę.

niedziela, 12 maja 2019

Wydobycie uranu w Polsce

Pierwsze wzmianki o występowaniu minerałów uranowych na terenach dzisiejszej Polski (Dolny Śląsk), pochodzą z drugiej połowy XIX w. Do końca dziewiętnastego stulecia uran nie miał jednak żadnego zastosowania i traktowano go raczej jako odpad w innych rudach. Sytuacja ta uległa zmianie, po odkryciu leczniczych właściwości radu. Ponieważ rad w niewielkich ilościach zawsze towarzyszy rudom uranu, szybko stały się one poszukiwanym surowcem i podjęto próby ich wydobycia, także na Dolnym Śląsku. Do lat '20 XX w. ograniczano się jednak jedynie do przerobu surowca znajdującego się już na hałdach. Na przełomie lat '20 i '30 prowadzono pierwsze wydobycie rud uranu z pojedynczych, płycej położonych złóż. W latach 1935–1942 wydobyto łącznie ponad 76 ton rudy uranowej. Pozyskano z niej 3601 gramów radu, sam uran nadal nie miał jednak żadnego zastosowania. 

(Zabudowania kopalni "Bergfreiheit", potem "Wolność" w roku 1910, tu właśnie odkryto najznaczniejsze złoża rudy uranowej)

Dopiero w czasach drugiej wojny światowej, gdy odkryto zjawisko reakcji łańcuchowej uran stał się surowcem strategicznym. Jego poszukiwania i wydobycie w Sudetach objęte były w III Rzeszy ścisłą tajemnicą. Wiadomo tylko, że w latach 1943–1944 wydobyto około 72 tony rudy uranowej. Cała ruda wydobyta w Sudetach (głównie w Kowarach) była przerabiana w zakładach w niemieckim Oranienburgu. W kwietniu 1945 roku zakłady te stały się celem amerykańskiego nalotu bombowego, który obrócił całą fabrykę w stertę gruzu. Gdy teren ten zajęła Armia Czerwona, radzieccy specjaliści znaleźli w ruinach pewną ilość rudy uranowej oraz pojemniki z gotowym koncentratem. Zamieszczony na nich opis świadczył, że surowiec pochodził z miejscowości Kowary w Sudetach. Sowieci niezwłocznie skierowali tam grupę specjalistów w celu oceny możliwości dalszej eksploatacji rud uranowych w regionie.

Po II wojnie światowej znajdujące się w Sudetach kopalnie były w większości bardzo zdewastowane. Wstępne badania nie były zbyt obiecujące i Rosjanie szybko wycofali się z planów wydobycia rudy uranowej na Dolnym Śląsku. Kopalnie przejęła polska administracja i rozpoczęto tam wydobycie innych surowców - głównie rudy magnetytowej. W roku 1947 Instytut Geologiczny prowadził szeroko zakrojone badania mające na celu ustalenie potencjału wydobycia poszczególnych surowców, także w Sudetach. W toku prac w kilku miejscach ujawniono występowanie mineralizacji uranowej, co zaowocowało ponownym zainteresowanie się Rosjan całą sprawą. Jeszcze w tym samym roku podpisano polsko-radzieckie porozumienie w sprawie poszukiwania i wydobycia rud uranu w Polsce przez ZSRR. Umowa ta była dla strony polskiej bardzo korzystna: Związek Radziecki zobowiązał się dostarczyć cały sprzęt poszukiwawczy i górniczy, specjalistów oraz pokryć wszelkie koszty poszukiwań, budowy kopalń, wydobycia i transportu rudy. Rosjanie musieli też opłacać polskich górników pracujących w kopalniach i dodatkowo płacić Polsce za każdy wydobyty kilogram rudy, po bardzo korzystnym kursie. W zamian Sowieci mieli właściwie wolną rękę we wszystkich kwestiach związanych z poszukiwaniem i wydobyciem uranu na terenie Polski.

1 stycznia 1948 roku Rosjanie utworzyli w Polsce przedsiębiorstwo "Kowarskie Kopalnie", którego siedziba znajdowała się w Kowarach. Załogę polskich górników zasilono kadrą 43 specjalistów z ZSRR. Powstały warsztaty, laboratoria i magazyny działające na potrzeby poszukiwań oraz wydobycia rud uranu. Pod koniec 1948 roku w "Kowarskich Kopalniach" pracowało już ponad 2500 osób. Pod koniec roku 1950 przedsiębiorstwo zatrudniało niemal 8000 pracowników. Rok później, w 1951, zmieniono nazwę "Kowarskich Kopalni" na "Zakłady przemysłowe R-1 w Kowarach". 

(Otoczone murem osiedle górników uranowych w Stroniu Ślaskim, lata '50)

W celu utrzymania całego przedsięwzięcia w ścisłej tajemnicy, "Zakłady przemysłowe R-1" były niemal samowystarczalne. Specjaliści z przedsiębiorstwa samodzielnie prowadzili poszukiwania geologiczne, wykopy pilotażowe, budowali kopalnie, eksploatowali, przerabiali i badali wydobytą rudę. Do roku 1952 przebadano już niemal całe Sudety, grupy badawcze zakładów R-1 skierowano więc do poszukiwań w innych rejonach Polski. Prowadzone prace wydobywcze miały imponujące rozmiary, do roku 1955 w samych Kowarach wydrążono 43 sztolnie, 36 szybów i około 300 kilometrów podziemnych wyrobisk górniczych. W Kletnie powstały 3 szyby, 28 sztolni i około 20 kilometrów podziemnych wyrobisk. Na terenie Miedzianki wykopano 2 szyby i około 40 kilometrów wyrobisk. Na obszarze całej Polski w sumie wykryto w tym czasie 17 złóż rudy uranowej oraz kilkaset miejsc występowania anomalii promieniotwórczych. Zdecydowaną większość z nich przebadano metodami górniczymi i eksploatowano.

W roku 1954 bogate złoża rudy uranu odkryto w ZSRR. Z tego powodu Sowieci zaczęli stopniowo przemieszczać specjalistów i sprzęt z terenu Polski, w głąb Związku Radzieckiego. W związku ze spadkiem zainteresowania Rosjan wydobyciem polskiego uranu, w okresie destalinizacji, w roku 1956 kopalnie przekazano administracji polskiej. Nowe władze niemal całkowicie zrezygnowały z prac badawczych i poszukiwawczych, ograniczając się jedynie do eksploatacji znanych złóż. Zasoby uranu na istniejących wyrobiskach zaczęły się szybko wyczerpywać, a wydobycie rudy wkrótce spadło. Warsztaty zakładów R-1 zostały odłączone od przedsiębiorstwa i przekształcone w fabrykę automatów tokarskich. Hałdy kopalni uranu zaczęto wykorzystywać do produkcji kruszywa, na potrzeby budowy dróg i linii kolejowych. W roku 1959 zespół geologów z zakładów R-1 podsumował dotychczasową pracę przedsiębiorstwa. Sprawozdanie przeanalizowała Państwowa Rada do Spraw Pokojowego Wykorzystania Energii Jądrowej. W 1961 roku podjęto decyzję o próbnym uruchomieniu w Polsce produkcji koncentratu uranowego. Proces technologiczny opracował polski Instytut Badań Jądrowych. Następnie w Kowarach wyprodukowano niewielką partię testową koncentratu. Wkrótce w latach 1963-66 w "Zakładach R-1" powstał doświadczalny "Zakład Wzbogacania Rud", gdzie przerabiano rudy uranu na koncentrat chemiczny. Powstały koncentrat wykorzystywany był w krajowych laboratoriach badawczych oraz dla potrzeb medycznych. Nadwyżki eksportowano do ZSRR. W tym czasie w laboratoriach zakładów R-1 podjęto też badania nad przerobem rud pierwiastków promieniotwórczych oraz opracowywano technologię produkcji pierwiastków ziem rzadkich. Mimo tego w latach '60 "Zakłady R-1" mocno podupadły. W roku 1962 zatrudniano tu już tylko około 800 pracowników. Miało to związek z faktem, że w tym czasie polski rząd zrezygnował z rozwoju programów energetyki jądrowej. Wkrótce przedsiębiorstwo w Kowarach musiało całkowicie porzucić prowadzenie prac wydobywczych, na rzecz przerobu już wydobytych materiałów. Produkcję koncentratu uranowego w "Zakładach R-1" ostatecznie wstrzymano w roku 1972. 1 stycznia 1973 roku "Zakłady Przemysłowe R-1 w Kowarach" zostały zlikwidowane, na mocy zarządzenia Pełnomocnika Rządu do Spraw Pokojowego Wykorzystania Energii Jądrowej. W latach '80 rozważano jeszcze możliwość wznowienia eksploatacji rud uranu w Polsce, planów tych jednak nie zrealizowano. Tak więc zamknięcie kowarskich zakładów "R-1" kończy historię wydobycia uranu w Polsce. Przynajmniej na razie...

(Brama na teren "Zakładów R-1" w Kowarach - stan obecny)

Łącznie w ciągu całej historii wydobycia, w Polsce wyeksploatowano rudę o całkowitej zawartości 850 ton czystego uranu. Największe i najważniejsze polskie kopalnie uranu znajdowały się w: Kowarach, Podgórzu, Miedziance, Radoniowie, Kletnie, Głuszycy Dolnej (Grzmiącej) oraz w Rudkach.

Pozostałe wpisy o górnictwie uranu można przeczytać tutaj: [link]

poniedziałek, 6 maja 2019

Zwiastun nowego serialu HBO "Chernobyl"

28 marca tego roku HBO wypuściło zwiastun swojego nowego serialu, zatytułowanego "Chernobyl".


Już sam tytuł świadczy o tym, że serial będzie miał co nieco wspólnego z interesującą mnie tematyką, postanowiłem więc zamieścić o nim informację na blogu. Jak widać na trailerze, serial opowiadał będzie o historii Katastrofy Czarnobylskiej (której 33 rocznicę obchodziliśmy niedawno) oraz o akcji likwidacji skutków awarii. Wydaje mi się, że źródłem dla twórców serialu mogła być książka "Czarnobylska modlitwa" Swietłany Aleksijewicz, o której pisałem w tym wpisie: [link]. Serial zapowiada się niezwykle ciekawie, a zwiastun sugeruje, że całość będzie zrealizowana na wysokim poziomie i z dużą dbałością o detale. Pozostaje pytanie, czy serial wiernie ukaże realia historyczne, czy może twórcy popuścili nieco wodze fantazji? To okaże się po premierze, na którą czekam z niecierpliwością, a która będzie miała miejsce 6 maja.

W zwiastunie widzimy sceny z akcji gaśniczej w noc awarii, ubrania strażaków zdejmowane w piwnicy szpitala w Prypeci oraz dozymetrystów mierzących promieniowanie ze śmigłowca (przy pomocy dozymetru DP-5W). Pojawia się trójka ochotników, którzy zanurkowali do jednego ze zbiorników wody chłodzącej reaktor, by ją spuścić i uniknąć kolejnej eksplozji reaktora. Widać sceny z ewakuacji Prypeci, kiedy w tle leci początek oryginalnego komunikatu o ewakuacji miasta. Pokazano likwidatorów pracujących przy odkażaniu miasta i śmigłowce rozpylające specjalną substancję dekontaminacyjną. Pojawiają się sceny z górnikami kopiącymi tunel do 4 bloku elektrowni, widać też spotkania likwidatorów z rodzinami w szpitalu. Pokazano odstrzał zwierząt na terenie strefy, oraz pogrzeb strażaków którzy jako pierwsi gasili reaktor - pochowano ich w specjalnych ołowianych trumnach zalanych następnie betonem.

niedziela, 30 grudnia 2018

Wycieczka po Wrocławiu

W latach PRLu intensywnie przygotowywano się do konfliktu NATO - Układ Warszawski. Przygotowania te obejmowały nie tylko rozbudowę armii, ale także budowę schronów dla ludności, czy rozwój Obrony Cywilnej. Pozostałości tamtych starań widoczne są do dziś, napotkać je można we właściwie wszystkich miastach w Polsce. Drobne szczegóły, które na pierwszy rzut oka łatwo przeoczyć, drobiazgi obok których przechodzimy obojętnie i nie zwracamy uwagi... kryją za sobą ciekawą historię. Historię o strachu przed atomową zagładą i próbach jej przetrwania. W poprzednich wpisach pokazywałem już pozostałości zimnowojennych przygotowań w Raciborzu [link], Warszawie [link] oraz Rybniku [link]. Teraz pora na Wrocław. Opisywałem już szczeliny przeciwlotnicze użytkowane przez OC, na terenie jednego z wrocławskich szpitali [link].

Na początek WPO - wieżowe punkty obserwacyjne. Lokalizowano je w wysokich punktach, z których rozpościerał się dobry widok. Zazwyczaj na dachach zakładów pracy, budynków publicznych, szkół, szpitali itp. W razie potrzeby odpowiedni obserwator miał stamtąd wypatrywać nadlatujących samolotów. Poniżej WPO na terenie zajezdni tramwajowej Popowice.
Oraz WPO na terenie Fabryki Automatów Tokarskich.
Szczeliny przeciwlotnicze. Najprostsze w budowie ukrycie dla ludności. Długi załamujący się kilka razy korytarz. Szczelina przeciwlotnicza zapewniała doraźne ukrycie w czasie bombardowania, zazwyczaj nie posiadała zapasów żywności, filtrów powietrza ani miejsc do spania. Pozwalała jednak bezpiecznie przeczekać nalot. Poniżej wejście do szczeliny przeciwlotniczej nieopodal dworca świebodzkiego. Sama konstrukcja powstała zapewne jeszcze w czasach drugiej wojny światowej, jednak pozostawała w gotowości jeszcze długo po jej zakończeniu.
Komin wentylacyjny szczeliny. 
Syreny alarmowe. Jak sama nazwa wskazuje alarmowały ludność o nadchodzących zagrożeniach. Inny sygnał ostrzegał o zagrożeniu napadem powietrznym, inny o skażeniach a jeszcze inny odwoływał alarm. Syreny te pozostają w gotowości do dziś, usłyszeć je można co roku podczas rocznicy wybuchu powstania warszawskiego. Poniżej syrena alarmowa na dachu gmachu dyrekcji kolei.
Schrony w piwnicach budynków mieszkalnych. Budowane w czasach zimnej wojny, miały zapewnić lokatorom bezpieczeństwo w razie bombardowania oraz eksplozji nuklearnej. Posiadały pancerne, hermetyczne drzwi, magazyn żywności, miejsca do spania, urządzenia filtrowentylacyjne, toaletę i inne niezbędne do przeżycia wyposażenie. Zakładano, że w razie konieczności, osoby przebywające w schronie będą mogły spędzić tam wiele dni, bez jego opuszczania. Poniżej osłony przeciwpodmuchowe wlotów powietrza do schronów pod budynkami przy placu Legionów. 
Wyjścia ewakuacyjne ze schronów. W razie zawalenia się bloku, osoby w schronie mogły opuścić go zapasowym wyjściem, oddalonym od samego budynku. Poniżej wyjścia ewakuacyjne ze schronów pod budynkami mieszkalnymi przy ulicy Borowskiej.
Klapa zasłaniająca wyjście ewakuacyjne ze scchronu pod budynkiem przy placu Legionów.

niedziela, 23 grudnia 2018

Maska p.gaz SzM-41M

Jakiś czas temu opublikowałem na blogu wpis poświęcony masce przeciwgazowej SzM41M KF, nazywanej potocznie "Słoń". Można go przeczytać tutaj: [link]. Jest to najpopularniejszy, późny model tej maski. Niedawno do mojej kolekcji dołączyła jej wcześniejsza wersja: SzM41M. Jest ona niezwykle podobna do swej następczyni, jednak różni się kilkoma szczegółami. Zapraszam.

Maski SzM41M produkowane były przez firmę "Faser", w pięciu rozmiarach: 0, 1, 2, 3 i 4. Wzorem dla SzM41M, tak jak dla SzM41M KF, była radziecka maska ШМ 41. Moja maska ma rozmiar 2 i pochodzi z lat '60.

Maska znajduje się w torbie starszego typu, w kamuflażu wz.58 "deszczyk".
Na pierwszy rzut oka SzM41M oraz SzM41M KF są niemal identyczne. Niemal, ponieważ wprawne oko pasjonata szybko wychwyci kilka różnic. Po pierwsze: rura/wąż łączący filtr z maską nie jest gumowy, ale powleczony tkaniną. Rozwiązanie takie stosowano w pierwszym modelu - SzM41. Po drugie metalowa komora zaworowa na dole maski jest pomalowana zieloną farbą. W mojej masce SzM41M KF część ta nie jest pomalowana. Czasem zdarzają się modele tej same wersji w różnych wariantach, pomalowanych i nie, jednak co do zasady, późniejsze serie coraz częściej są niepomalowane. I po trzecie, co najważniejsze, brak komory fonicznej. Nie wydaje się jednak by miało to znacząco wpływać na komfort użytkowania, komora foniczna w "Słoniu" nie działa specjalnie dobrze.
Kolejną ciekawostką jest fakt, że maska nosi ślady łatania. W sumie aż w trzech miejscach widać łaty. Guma maski jest ogólnie w bardzo dobrym stanie i trudno powiedzieć, czy maska trzykrotnie przetarła się, czy może wykorzystywano ją do nauki łatania masek.
Kolejna ciekawostka, w zestawie z maską znajduje się także mała metalowa puszeczka, z wkładkami przeciwzroszeniowymi do okularów maski.
Maska SzM41M, oraz SzM41M KF ze względu na swoje podobieństwo mogą być mylone. Stanowią w końcu dwa kolejne etapy rozwoju tej samej konstrukcji. Potoczna nazwa "Słoń" może być w zasadzie używana dla całej serii. Jednak dla osoby interesującej się tematem, różnice choć niewielkie mają znaczenie i uważam, że warto mieć w kolekcji obie maski.

Pozostałe wpisy o maskach p.gaz można przeczytać tutaj: [link] 

niedziela, 9 grudnia 2018

Latarka

Podczas eksploracji budynków czy podziemi w Zonie, stalkerowi przyda się dobre źródło światła. Porządna latarka to ważna rzecz. Ergonomia, wytrzymałość i niezawodność - to cechy latarki wojskowej z czasów PRLu.

Latarka ma wymiary 70x120x40mm. Wykonana jest z metalu pomalowanego na wojskowy zielony kolor. Konstrukcja latarki umożliwia też nadawanie sygnałów alfabetem morsa.
Latarka ma dwa filtry światła: zielony i czerwony. Mogą one być przydatne podczas komunikacji.
Latarka zasilana jest z płaskiej baterii 4,5V, tzw. 3R12.
Z tyłu latarka wyposażona jest w skórzany trok umożliwiający przypięcie jej do paska, lub guzika kieszeni.
Na obudowie wytłoczone jest oznaczenie producenta: "CFL Sun-Ray Poland".
Latarka świeci dość jasno, jednak możliwości małej żaróweczki są mocno ograniczone. W świetle takim można dostrzec szczegóły obiektów znajdujących się blisko, czy przeczytać tekst z trzymanej w ręku kartki. Jednak światło nie sięga zbyt daleko. Nie ma porównania do współczesnych latarek ledowych.
Latarka wojskowa z czasów PRLu to świetny, klimatyczny gadżet, jednak dziś stanowi bardziej ciekawostkę, niż użyteczny przedmiot.