niedziela, 19 maja 2019

Pyrkon 2019

W tym roku w Poznaniu po raz kolejny odbył się festiwal fantastyki "Pyrkon". Impreza miała miejsce w dniach 26-28 kwietnia. Jak przystało na prawdziwy zlot miłośników fantastyki, pomiędzy fanami fantasy, anime czy komiksów super-bohaterskich, nie zabrakło też entuzjastów postapokalipsy, w tym Stalkera.


W pawilonie "Fantasium Suburbium" prezentowały się stoiska w klimacie postapokalipsy, między innymi "Old Town", czy "Belle Apocalypse". Można było napić się kawy lub herbaty za kapsle, zobaczyć "bombę atomową" o mocy 21 pyraton, nauczyć się składania i rozkładania karabinka AK czy zrobić sobie zdjęcie z pociskiem odłamkowo-burzącym do armaty czołgowej. Najważniejsza jednak była okazja do rozmowy i wymiany doświadczeń z osobami dzielącymi podobne pasje.


Podczas festiwalu można było spotkać, porozmawiać oraz otrzymać autografy od wielu pisarzy. Jednym z nich był Michał Gołkowski, autor polskich książek o stalkerach, z serii "Fabryczna Zona".


Na Pyrkonie odbyło się wiele ciekawych prelekcji takich jak: "Promieniowanie promieniowaniu nierówne", "Wojna nigdy się nie zmienia - Fallout", "Najciekawsze gry oparte na apokalipsie", "Radiobiologia, czyli skąd się biorą mutanty", "Jak skutecznie zorganizować koniec świata" i wiele innych.


Na festiwalu pojawiło się też sporo osób w strojach inspirowanych postapokalipsą, zarówno tą wschodnią (Stalker) jaki zachodnią (Fallout, Mad Max). Pyrkon jak zwykle był niezwykle udany i w przyszłym roku także z pewnością się wybiorę.

niedziela, 12 maja 2019

Wydobycie uranu w Polsce

Pierwsze wzmianki o występowaniu minerałów uranowych na terenach dzisiejszej Polski (Dolny Śląsk), pochodzą z drugiej połowy XIX w. Do końca dziewiętnastego stulecia uran nie miał jednak żadnego zastosowania i traktowano go raczej jako odpad w innych rudach. Sytuacja ta uległa zmianie, po odkryciu leczniczych właściwości radu. Ponieważ rad w niewielkich ilościach zawsze towarzyszy rudom uranu, szybko stały się one poszukiwanym surowcem i podjęto próby ich wydobycia, także na Dolnym Śląsku. Do lat '20 XX w. ograniczano się jednak jedynie do przerobu surowca znajdującego się już na hałdach. Na przełomie lat '20 i '30 prowadzono pierwsze wydobycie rud uranu z pojedynczych, płycej położonych złóż. W latach 1935–1942 wydobyto łącznie ponad 76 ton rudy uranowej. Pozyskano z niej 3601 gramów radu, sam uran nadal nie miał jednak żadnego zastosowania. 

(Zabudowania kopalni "Bergfreiheit", potem "Wolność" w roku 1910, tu właśnie odkryto najznaczniejsze złoża rudy uranowej)

Dopiero w czasach drugiej wojny światowej, gdy odkryto zjawisko reakcji łańcuchowej uran stał się surowcem strategicznym. Jego poszukiwania i wydobycie w Sudetach objęte były w III Rzeszy ścisłą tajemnicą. Wiadomo tylko, że w latach 1943–1944 wydobyto około 72 tony rudy uranowej. Cała ruda wydobyta w Sudetach (głównie w Kowarach) była przerabiana w zakładach w niemieckim Oranienburgu. W kwietniu 1945 roku zakłady te stały się celem amerykańskiego nalotu bombowego, który obrócił całą fabrykę w stertę gruzu. Gdy teren ten zajęła Armia Czerwona, radzieccy specjaliści znaleźli w ruinach pewną ilość rudy uranowej oraz pojemniki z gotowym koncentratem. Zamieszczony na nich opis świadczył, że surowiec pochodził z miejscowości Kowary w Sudetach. Sowieci niezwłocznie skierowali tam grupę specjalistów w celu oceny możliwości dalszej eksploatacji rud uranowych w regionie.

Po II wojnie światowej znajdujące się w Sudetach kopalnie były w większości bardzo zdewastowane. Wstępne badania nie były zbyt obiecujące i Rosjanie szybko wycofali się z planów wydobycia rudy uranowej na Dolnym Śląsku. Kopalnie przejęła polska administracja i rozpoczęto tam wydobycie innych surowców - głównie rudy magnetytowej. W roku 1947 Instytut Geologiczny prowadził szeroko zakrojone badania mające na celu ustalenie potencjału wydobycia poszczególnych surowców, także w Sudetach. W toku prac w kilku miejscach ujawniono występowanie mineralizacji uranowej, co zaowocowało ponownym zainteresowanie się Rosjan całą sprawą. Jeszcze w tym samym roku podpisano polsko-radzieckie porozumienie w sprawie poszukiwania i wydobycia rud uranu w Polsce przez ZSRR. Umowa ta była dla strony polskiej bardzo korzystna: Związek Radziecki zobowiązał się dostarczyć cały sprzęt poszukiwawczy i górniczy, specjalistów oraz pokryć wszelkie koszty poszukiwań, budowy kopalń, wydobycia i transportu rudy. Rosjanie musieli też opłacać polskich górników pracujących w kopalniach i dodatkowo płacić Polsce za każdy wydobyty kilogram rudy, po bardzo korzystnym kursie. W zamian Sowieci mieli właściwie wolną rękę we wszystkich kwestiach związanych z poszukiwaniem i wydobyciem uranu na terenie Polski.

1 stycznia 1948 roku Rosjanie utworzyli w Polsce przedsiębiorstwo "Kowarskie Kopalnie", którego siedziba znajdowała się w Kowarach. Załogę polskich górników zasilono kadrą 43 specjalistów z ZSRR. Powstały warsztaty, laboratoria i magazyny działające na potrzeby poszukiwań oraz wydobycia rud uranu. Pod koniec 1948 roku w "Kowarskich Kopalniach" pracowało już ponad 2500 osób. Pod koniec roku 1950 przedsiębiorstwo zatrudniało niemal 8000 pracowników. Rok później, w 1951, zmieniono nazwę "Kowarskich Kopalni" na "Zakłady przemysłowe R-1 w Kowarach". 

(Otoczone murem osiedle górników uranowych w Stroniu Ślaskim, lata '50)

W celu utrzymania całego przedsięwzięcia w ścisłej tajemnicy, "Zakłady przemysłowe R-1" były niemal samowystarczalne. Specjaliści z przedsiębiorstwa samodzielnie prowadzili poszukiwania geologiczne, wykopy pilotażowe, budowali kopalnie, eksploatowali, przerabiali i badali wydobytą rudę. Do roku 1952 przebadano już niemal całe Sudety, grupy badawcze zakładów R-1 skierowano więc do poszukiwań w innych rejonach Polski. Prowadzone prace wydobywcze miały imponujące rozmiary, do roku 1955 w samych Kowarach wydrążono 43 sztolnie, 36 szybów i około 300 kilometrów podziemnych wyrobisk górniczych. W Kletnie powstały 3 szyby, 28 sztolni i około 20 kilometrów podziemnych wyrobisk. Na terenie Miedzianki wykopano 2 szyby i około 40 kilometrów wyrobisk. Na obszarze całej Polski w sumie wykryto w tym czasie 17 złóż rudy uranowej oraz kilkaset miejsc występowania anomalii promieniotwórczych. Zdecydowaną większość z nich przebadano metodami górniczymi i eksploatowano.

W roku 1954 bogate złoża rudy uranu odkryto w ZSRR. Z tego powodu Sowieci zaczęli stopniowo przemieszczać specjalistów i sprzęt z terenu Polski, w głąb Związku Radzieckiego. W związku ze spadkiem zainteresowania Rosjan wydobyciem polskiego uranu, w okresie destalinizacji, w roku 1956 kopalnie przekazano administracji polskiej. Nowe władze niemal całkowicie zrezygnowały z prac badawczych i poszukiwawczych, ograniczając się jedynie do eksploatacji znanych złóż. Zasoby uranu na istniejących wyrobiskach zaczęły się szybko wyczerpywać, a wydobycie rudy wkrótce spadło. Warsztaty zakładów R-1 zostały odłączone od przedsiębiorstwa i przekształcone w fabrykę automatów tokarskich. Hałdy kopalni uranu zaczęto wykorzystywać do produkcji kruszywa, na potrzeby budowy dróg i linii kolejowych. W roku 1959 zespół geologów z zakładów R-1 podsumował dotychczasową pracę przedsiębiorstwa. Sprawozdanie przeanalizowała Państwowa Rada do Spraw Pokojowego Wykorzystania Energii Jądrowej. W 1961 roku podjęto decyzję o próbnym uruchomieniu w Polsce produkcji koncentratu uranowego. Proces technologiczny opracował polski Instytut Badań Jądrowych. Następnie w Kowarach wyprodukowano niewielką partię testową koncentratu. Wkrótce w latach 1963-66 w "Zakładach R-1" powstał doświadczalny "Zakład Wzbogacania Rud", gdzie przerabiano rudy uranu na koncentrat chemiczny. Powstały koncentrat wykorzystywany był w krajowych laboratoriach badawczych oraz dla potrzeb medycznych. Nadwyżki eksportowano do ZSRR. W tym czasie w laboratoriach zakładów R-1 podjęto też badania nad przerobem rud pierwiastków promieniotwórczych oraz opracowywano technologię produkcji pierwiastków ziem rzadkich. Mimo tego w latach '60 "Zakłady R-1" mocno podupadły. W roku 1962 zatrudniano tu już tylko około 800 pracowników. Miało to związek z faktem, że w tym czasie polski rząd zrezygnował z rozwoju programów energetyki jądrowej. Wkrótce przedsiębiorstwo w Kowarach musiało całkowicie porzucić prowadzenie prac wydobywczych, na rzecz przerobu już wydobytych materiałów. Produkcję koncentratu uranowego w "Zakładach R-1" ostatecznie wstrzymano w roku 1972. 1 stycznia 1973 roku "Zakłady Przemysłowe R-1 w Kowarach" zostały zlikwidowane, na mocy zarządzenia Pełnomocnika Rządu do Spraw Pokojowego Wykorzystania Energii Jądrowej. W latach '80 rozważano jeszcze możliwość wznowienia eksploatacji rud uranu w Polsce, planów tych jednak nie zrealizowano. Tak więc zamknięcie kowarskich zakładów "R-1" kończy historię wydobycia uranu w Polsce. Przynajmniej na razie...

(Brama na teren "Zakładów R-1" w Kowarach - stan obecny)

Łącznie w ciągu całej historii wydobycia, w Polsce wyeksploatowano rudę o całkowitej zawartości 850 ton czystego uranu. Największe i najważniejsze polskie kopalnie uranu znajdowały się w: Kowarach, Podgórzu, Miedziance, Radoniowie, Kletnie, Głuszycy Dolnej (Grzmiącej) oraz w Rudkach.

niedziela, 5 maja 2019

Zwiastun nowego serialu HBO "Chernobyl"

28 marca tego roku HBO wypuściło zwiastun swojego nowego serialu, zatytułowanego "Chernobyl".


Już sam tytuł świadczy o tym, że serial będzie miał co nieco wspólnego z interesującą mnie tematyką, postanowiłem więc zamieścić o nim informację na blogu. Jak widać na trailerze, serial opowiadał będzie o historii Katastrofy Czarnobylskiej (której 33 rocznicę obchodziliśmy niedawno) oraz o akcji likwidacji skutków awarii. Wydaje mi się, że źródłem dla twórców serialu mogła być książka "Czarnobylska modlitwa" Swietłany Aleksijewicz, o której pisałem w tym wpisie: [link]. Serial zapowiada się niezwykle ciekawie, a zwiastun sugeruje, że całość będzie zrealizowana na wysokim poziomie i z dużą dbałością o detale. Pozostaje pytanie, czy serial wiernie ukaże realia historyczne, czy może twórcy popuścili nieco wodze fantazji? To okaże się po premierze, na którą czekam z niecierpliwością, a która będzie miała miejsce 6 maja.

W zwiastunie widzimy sceny z akcji gaśniczej w noc awarii, ubrania strażaków zdejmowane w piwnicy szpitala w Prypeci oraz dozymetrystów mierzących promieniowanie ze śmigłowca (przy pomocy dozymetru DP-5W). Pojawia się trójka ochotników, którzy zanurkowali do jednego ze zbiorników wody chłodzącej reaktor, by ją spuścić i uniknąć kolejnej eksplozji reaktora. Widać sceny z ewakuacji Prypeci, kiedy w tle leci początek oryginalnego komunikatu o ewakuacji miasta. Pokazano likwidatorów pracujących przy odkażaniu miasta i śmigłowce rozpylające specjalną substancję dekontaminacyjną. Pojawiają się sceny z górnikami kopiącymi tunel do 4 bloku elektrowni, widać też spotkania likwidatorów z rodzinami w szpitalu. Pokazano odstrzał zwierząt na terenie strefy, oraz pogrzeb strażaków którzy jako pierwsi gasili reaktor - pochowano ich w specjalnych ołowianych trumnach zalanych następnie betonem.

niedziela, 30 grudnia 2018

Wycieczka po Wrocławiu

W latach PRLu intensywnie przygotowywano się do konfliktu NATO - Układ Warszawski. Przygotowania te obejmowały nie tylko rozbudowę armii, ale także budowę schronów dla ludności, czy rozwój Obrony Cywilnej. Pozostałości tamtych starań widoczne są do dziś, napotkać je można we właściwie wszystkich miastach w Polsce. Drobne szczegóły, które na pierwszy rzut oka łatwo przeoczyć, drobiazgi obok których przechodzimy obojętnie i nie zwracamy uwagi... kryją za sobą ciekawą historię. Historię o strachu przed atomową zagładą i próbach jej przetrwania. W poprzednich wpisach pokazywałem już pozostałości zimnowojennych przygotowań w Raciborzu [link], Warszawie [link] oraz Rybniku [link]. Teraz pora na Wrocław. Opisywałem już szczeliny przeciwlotnicze użytkowane przez OC, na terenie jednego z wrocławskich szpitali [link].

Na początek WPO - wieżowe punkty obserwacyjne. Lokalizowano je w wysokich punktach, z których rozpościerał się dobry widok. Zazwyczaj na dachach zakładów pracy, budynków publicznych, szkół, szpitali itp. W razie potrzeby odpowiedni obserwator miał stamtąd wypatrywać nadlatujących samolotów. Poniżej WPO na terenie zajezdni tramwajowej Popowice.
Oraz WPO na terenie Fabryki Automatów Tokarskich.
Szczeliny przeciwlotnicze. Najprostsze w budowie ukrycie dla ludności. Długi załamujący się kilka razy korytarz. Szczelina przeciwlotnicza zapewniała doraźne ukrycie w czasie bombardowania, zazwyczaj nie posiadała zapasów żywności, filtrów powietrza ani miejsc do spania. Pozwalała jednak bezpiecznie przeczekać nalot. Poniżej wejście do szczeliny przeciwlotniczej nieopodal dworca świebodzkiego. Sama konstrukcja powstała zapewne jeszcze w czasach drugiej wojny światowej, jednak pozostawała w gotowości jeszcze długo po jej zakończeniu.
Komin wentylacyjny szczeliny. 
Syreny alarmowe. Jak sama nazwa wskazuje alarmowały ludność o nadchodzących zagrożeniach. Inny sygnał ostrzegał o zagrożeniu napadem powietrznym, inny o skażeniach a jeszcze inny odwoływał alarm. Syreny te pozostają w gotowości do dziś, usłyszeć je można co roku podczas rocznicy wybuchu powstania warszawskiego. Poniżej syrena alarmowa na dachu gmachu dyrekcji kolei.
Schrony w piwnicach budynków mieszkalnych. Budowane w czasach zimnej wojny, miały zapewnić lokatorom bezpieczeństwo w razie bombardowania oraz eksplozji nuklearnej. Posiadały pancerne, hermetyczne drzwi, magazyn żywności, miejsca do spania, urządzenia filtrowentylacyjne, toaletę i inne niezbędne do przeżycia wyposażenie. Zakładano, że w razie konieczności, osoby przebywające w schronie będą mogły spędzić tam wiele dni, bez jego opuszczania. Poniżej osłony przeciwpodmuchowe wlotów powietrza do schronów pod budynkami przy placu Legionów. 
Wyjścia ewakuacyjne ze schronów. W razie zawalenia się bloku, osoby w schronie mogły opuścić go zapasowym wyjściem, oddalonym od samego budynku. Poniżej wyjścia ewakuacyjne ze schronów pod budynkami mieszkalnymi przy ulicy Borowskiej.
Klapa zasłaniająca wyjście ewakuacyjne ze scchronu pod budynkiem przy placu Legionów.

niedziela, 23 grudnia 2018

Maska p.gaz OM-14

Jakiś czas temu opublikowałem na blogu wpis poświęcony masce przeciwgazowej MUA SzM41M, nazywanej potocznie "Słoń". Można go przeczytać tutaj: [link]. Niedawno do mojej kolekcji dołączyła nowa maska: OM-14. Jest ona niezwykle podobna do MUA, jednak różni się kilkoma szczegółami. Zapraszam.

Maski OM-14 produkowane były przez firmę "Faser", w pięciu rozmiarach: 0, 1, 2, 3 i 4. Wzorem dla OM-14, tak jak dla MUA SzM41M, była radziecka maska ШМ 41. Moja maska ma rozmiar 2 i pochodzi z lat '60.

Maska znajduje się w torbie starszego typu, w kamuflażu wz.58 "deszczyk".
Na pierwszy rzut oka OM-14 oraz MUA SzM41M są niemal identyczne. Niemal, ponieważ wprawne oko pasjonata szybko wychwyci kilka różnic. Po pierwsze: rura/wąż łączący filtr z maską nie jest gumowy, ale powleczony tkaniną. Po drugie metalowa komora zaworowa na dole maski jest pomalowana zieloną farbą. W masce MUA SzM41M część ta nie była pomalowana. I po trzecie, co najważniejsze, brak komory fonicznej. Nie wydaje się jednak by miało to znacząco wpływać na komfort użytkowania, komora foniczna w "Słoniu" tylko nieznacznie ułatwia komunikację.
Kolejną ciekawostką jest fakt, że maska nosi ślady łatania. W sumie aż w trzech miejscach widać łaty. Guma maski jest ogólnie w bardzo dobrym stanie i trudno powiedzieć, czy maska trzykrotnie przetarła się, czy może wykorzystywano ją do nauki łatania masek.
Kolejna ciekawostka, w zestawie z maską znajduje się także mała metalowa puszeczka, z zapasowym okularem, na wypadek zbicia szkła w masce.
Maska OM-14, oraz MUA SzM41M ze względu na swoje podobieństwo mogą być mylone. Ponieważ zdecydowana większość osób nie jest świadoma, że to dwa różne modele, potoczna nazwa "Słoń" może być w zasadzie używana dla obu masek. Jednak dla osoby interesującej się tematem, różnice choć niewielkie mają znaczenie i uważam, że warto mieć w kolekcji obie maski.

Pozostałe wpisy o maskach p.gaz można przeczytać tutaj: [link] 

niedziela, 16 grudnia 2018

Naszywki Obrony Cywilnej PRL cz.5

Piąty wpis poświęcony naszywkom Obrony Cywilnej z czasów PRLu. Wszystkie prezentowane dziś naszywki posiadają oznaczenie "ratownictwa ogólnego".

Naszywka specjalizacji: ciemnogranatowe tło oznacza formację zakładową. Białe koło z czerwoną obwódką oraz pomarańczową dłonią w środku to symbol specjalizacji: "ratownictwo ogólne". Poniżej jedna biała gwiazdka - oznaczenie komendanta drużyny.
Ponownie taka sama naszywka, jednak tym razem pod gwiazdką znajdują się także dwie belki - oznaczenie komendanta kompanii,
zastępcy komendanta oddziału.

Na tej naszywce również znajduje się oznaczenie specjalizacji "ratownictwo ogólne", jednak tym razem tło naszywki jest ciemnozielone, co oznacza, że pochodzi ona nie z zakładowej, a z terenowej formacji OC. Brak dystynkcji pod symbolem specjalizacji oznacza szeregowego członka OC.
Ponownie naszywka ratownictwa ogólnego z terenowej formacji Obrony Cywilnej, jednak tym razem z jedną gwiazdką - oznaczeniem komendanta drużyny.
Dwie gwiazdki - oznaczenie pomocnika komendanta plutonu,
szefa kompanii.

I ostatnia naszywka, 3 gwiazdki - oznaczenie komendanta plutonu,
zastępcy komendanta kompanii.

niedziela, 9 grudnia 2018

Latarka

Podczas eksploracji budynków czy podziemi w Zonie, stalkerowi przyda się dobre źródło światła. Porządna latarka to ważna rzecz. Ergonomia, wytrzymałość i niezawodność - to cechy latarki wojskowej z czasów PRLu.

Latarka ma wymiary 70x120x40mm. Wykonana jest z metalu pomalowanego na wojskowy zielony kolor. Konstrukcja latarki umożliwia też nadawanie sygnałów alfabetem morsa.
Latarka ma dwa filtry światła: zielony i czerwony. Mogą one być przydatne podczas komunikacji.
Latarka zasilana jest z płaskiej baterii 4,5V, tzw. 3R12.
Z tyłu latarka wyposażona jest w skórzany trok umożliwiający przypięcie jej do paska, lub guzika kieszeni.
Na obudowie wytłoczone jest oznaczenie producenta: "CFL Sun-Ray Poland".
Latarka świeci dość jasno, jednak możliwości małej żaróweczki są mocno ograniczone. W świetle takim można dostrzec szczegóły obiektów znajdujących się blisko, czy przeczytać tekst z trzymanej w ręku kartki. Jednak światło nie sięga zbyt daleko. Nie ma porównania do współczesnych latarek ledowych.
Latarka wojskowa z czasów PRLu to świetny, klimatyczny gadżet, jednak dziś stanowi bardziej ciekawostkę, niż użyteczny przedmiot.

niedziela, 2 grudnia 2018

Naszywki Obrony Cywilnej PRL cz. 4

Kolejny wpis poświęcony naszywkom Obrony Cywilnej PRL. Poprzednie wpisy można przeczytać tutaj: [link]

Wszystkie prezentowane dziś naszywki pochodzą z formacji zakładowych OC, o czym świadczy ich ciemnogranatowy kolor. Najpierw naszywki służby pierwszej pomocy medycznej. Symbol to białe koło z czerwonym krzyżem. W przypadku pierwszej naszywki pod emblematem jest pusto, co oznacza szeregowego członka OC.

Kolejna naszywka służby pierwszej pomocy medycznej, tym razem jednak z dwoma białymi gwiazdkami - symbol pomocnika komendanta plutonu, szefa kompanii.

Dalej znajdują się naszywki służby likwidacji skażeń. Emblemat to białe koło z trzema liniami symbolizującymi trzy rodzaje promieniowania. Taki sam symbol znajduje się na medalu za uczestnictwo w likwidacji skutków Awarii w Czarnobylu.Prezentowałem go tutaj: [link] Na tej naszywce pod emblematem nie ma żadnej dystynkcji, co oznacza szeregowego członka OC.

Na kolejnej naszywce pod emblematem widoczna jest jedna biała gwiazdka - symbol komendanta drużyny.

Tutaj mamy dwie białe gwiazdki - oznaczenie pomocnika komendanta plutonu, szefa kompanii.

Na ostatniej naszywce mamy zaś trzy białe gwiazdki - dystynkcja komendanta plutonu, zastępcy komendanta kompanii.

niedziela, 25 listopada 2018

Ćwiczenia OC ZSRR cz.2

Niedawno opublikowałem na blogu zdjęcia z ćwiczeń Obrony Cywilnej ZSRR. Wpis ten można przeczytać tutaj: [link]

Dziś wrzucam zdjęcia z ćwiczeń innej formacji OC. Zdjęcia te najprawdopodobniej są też nieco starsze od prezentowanych poprzednio.

Na pierwszym zdjęciu widzimy ewakuację rannego. Zarówno poszkodowany jak i sanitariusze mają na sobie maski przeciwgazowe i kombinezony. Maska to najprawdopodobniej GP-4u opisana przeze mnie tutaj: [link]
Tutaj widzimy członka OC w masce przeciwgazowej oraz z urządzeniem dozymetrycznym - najprawdopodobniej DP-5w
Członkowie Obrony Cywilnej wyładowują cegły z ciężarówki. Widać torby z maskami p.gaz.
Gaszenie pożaru.
Członkowie OC w maskach p.gaz.
U jednego z gaszących widoczny jest charakterystyczny szeroki pas strażacki.
Pożar ugaszony!
Udzielanie pomocy poszkodowanemu.
Ewakuacja rannego.
Drużyna sanitarna, u jednej z osób niosących nosze widoczna jest apteczka.