niedziela, 22 października 2017

Strefa Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej

Strefa Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej, zwana po prosty Strefą Czarnobylską (ukr. Чорнобильська зона), to obszar zamknięty wokół CzAES, po awarii z 1986 roku. Odwiedziłem "Zonę" podczas mojej wycieczki na Ukrainę. W październiku 2017 roku spełniłem swoje marzenie i przekroczyłem granicę strefy.

Strefa dzieli się na dwa obszary, strefę zewnętrzną - 30 kilometrową (kolor żółty), oraz wewnętrzną - 10 kilometrową (kolor czerwony). W większej strefie znajduje się większość wsi i mniejszych miejscowości a także miasto Czarnobyl. Natomiast w mniejszej strefie wewnętrznej, leży miasto Prypeć oraz Czarnobylska Elektrownia Atomowa.
Strefy te, jak widać, nie pokrywają dokładnie terenu w promieniu 10 czy 30 kilometrów wokół elektrowni. Wynika to z faktu, że skażenie radioaktywne nie pokryło idealnie obszaru o danej powierzchni, ale osiadało punktowo. Z tego powodu niektóre obszary znajdujące się bliżej elektrowni zostały skażone w mniejszym stopniu niż obszary położone dalej od miejsca awarii. Na podstawie przeprowadzonych pomiarów promieniowania wyznaczono więc strefę w obecnym kształcie.

By dostać się do strefy należy przejść przez posterunek milicji, na którym odbywa się kontrola paszportowa. Fotografowanie posterunków i funkcjonariuszy pełniących tam służbę, jest zabronione.

By wjechać do wewnętrznej, 10-cio kilometrowej strefy należy także przekroczyć posterunek, jednak już bez kontroli paszportowej. Przy wyjeździe zarówno ze strefy wewnętrznej jak i zewnętrznej, przechodzi się kontrole dozymetryczną. Zarówno pojazd, jak i wszystkie wyjeżdżające osoby są badane dozymetrem. Kontrola dozymetryczna wygląda ciekawie, gdyż odbywa się w specjalnych bramkach.
(Bramka kontroli dozymetrycznej na posterunku przy wyjeździe ze strefy wewnętrznej)

W strefie pracuje na co dzień ponad 2000 osób, w większości na terenie miasta Czarnobyl. Są to policjanci pilnujący strefy, urzędnicy administracji oraz pracownicy elektrowni.
(Skład znaków ostrzegających przed promieniowaniem)
(Tabliczka zabraniająca wejścia na dany obszar w strefie)

Skażenie w strefie to ciekawy temat. W większości strefy promieniowanie jest właściwie takie jak w Polsce, miejscami nieznacznie wyższe. Dopiero w strefie wewnętrznej promieniowanie jest znacząco wyższe, na wielu obszarach tło wynosi powyżej 1μSv.
(Promieniowanie pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie, dla porównania)
(Promieniowanie przy Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej, jak widać jest ponad czterokrotnie wyższe, niż w Warszawie)

Przy temacie promieniowania warto zwrócić uwagę na "Czerwony Las" (ukr. Рудий ліс), czyli prawdopodobnie najbardziej skażony obszar na terenie Strefy Czarnobylskiej. Po katastrofie w roku 1986 duża część skażonego pyłu radioaktywnego osiadła w lesie nieopodal Prypeci. Igły sosen pod wpływem promieniowania podobno zmieniły kolor z zielonego na rudobrązowy, stąd nazwa "Czerwony Las".

Wejście do Lasu jest zabronione, jednak nawet w jego otoczeniu promieniowanie jest dość wysokie. Pamiętam sytuację, gdy jadąc busem w stronę Prypeci, przejechaliśmy koło Czerwonego Lasu i wszystkim nagle odezwały się alarmy w dozymetrach, choć próg alarmu ustawiliśmy na 4μSv.
(Tabliczki ostrzegające przed promieniowaniem w Czerwonym Lesie)
(Promieniowanie w okolicy Czerwonego Lasu dochodzi do 6μSv)

W strefie na stałe mieszka około 130 osób, tzw. samosielców. Są to ludzie którzy zostali ewakuowani lub wysiedleni po awarii w roku 1986, ale potem postanowili wrócić. Około połowa z nich mieszka w mieście Czarnobyl, reszta w wioskach w zewnętrznej strefie. Podczas wycieczki do Zony udało nam się odwiedzić jedną rodzinę samosielców, która wróciła do swego domu 7 miesięcy po katastrofie. Zamieszkują oni niewielką wieś niedaleko granicy z Białorusią. Razem z nimi mieszka tam około 15 innych samosielców.
Strefa Czarnobylska znajduje się na północy Ukrainy. Podczas budowy Czarnobylskiej Elektrowni Atomowej wybrano taką lokalizację, ponieważ teren ten był słabo zaludniony. Na obszarze tym zamiast czarnoziemów występują gleby piaszczyste, tak więc budowa elektrowni atomowej była sposobem na poprawienie ekonomii rejonu Czarnobyla. Pomimo słabego zaludnienia strefy, oraz faktu, że w dużej części pokrywa ją las, właściwie z każdego miejsca widać ślady działalności człowieka. Opuszczone budynki, sterty betonowego gruzu lub złomu, obecne są właściwie wszędzie w strefie. Trudno stwierdzić, czy powstały podczas akcji likwidacji skutków awarii z 1986 roku, czy leżały tam już wcześniej.
(Wrak pojazdu ZIŁ 133, porzucony gdzieś w strefie)

Więcej wpisów z wrażeniami, z mojej wycieczki do strefy opublikuję wkrótce.

niedziela, 8 października 2017

Izotopowy czujnik dymu

Izotopowy czujnik dymu (zwany też "Jonizacyjnym") to rodzaj detektora dymu, wykorzystujący zjawisko jonizacji. Wewnątrz urządzenia mieści się mała komora jonizacyjna z materiałem radioaktywnym (zazwyczaj jest to Ameryk), którego zadaniem jest jonizacja powietrza w komorze. Znajdują się tam także dwie elektrody, pomiędzy którymi przepływa prąd o bardzo małym natężeniu. W czasie pożaru cząsteczki dymu dostają się do komory jonizacyjnej i łączą się z jonami, co powoduje zmianę natężenia prądu pomiędzy elektrodami,  a w konsekwencji alarm.

Czujnik dymu jaki zobaczyć można w wielu budynkach w Polsce.
Detektor po zdemontowaniu górnej części obudowy.
Urządzenie powstało w Polsce roku 1998. Producentem były zakłady Polon Bydgoszcz. Jak widać, podano że w środku znajduje się radioaktywny izotop Ameryku Am241, widoczna jest nawet moc promieniowania: 40kBq.
Komora jonizacyjna i Ameryk znajdują się pod ochronną metalową przykrywką.
A oto i Ameryk. Główka śrubki o średnicy ledwie 5mm.
 Pomiar promieniowania tła β+γ.
Pomiar promieniowania Am241 również β+γ. Izotop ten jest bardzo dobrym źródłem promieniowania, ponieważ jego połowiczny czas rozpadu wynosi ponad 430 lat.

niedziela, 1 października 2017

Wycieczka po Rybniku

W zeszłą niedzielę, 24 września, odbył się w Rybniku "Spacer szlakiem schronów OC". Wydarzenie zorganizowało Rybnickie Stowarzyszenie Ochrony Zabytków "R-GAW", Forum "Zapomniany Rybnik Pl" oraz Punkt Informacji Turystycznej "halo! Rybnik".

Spacer był niezwykle ciekawy, a liczba osób które wzięły w nim udział zaskoczyła nie tylko mnie, ale nawet samych organizatorów. W szczytowym momencie było nawet ponad 300 uczestników!
Uczestnicy spaceru mogli zobaczyć ślady schronów i ukryć przeciwlotniczych w Rybniku. Każdy punkt programu był w ciekawy sposób przedstawiony przez pasjonatów historii ze stowarzyszenia "R-GAW", oraz pracownika Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej, który zajmuje się obiektami ochronnymi.

Zamurowane wejście do szczeliny przeciwlotniczej obok dworca PKP w Rybniku. Obiekt powstał w czasach II Wojny Światowej.
Komin wentylacji grawitacyjnej szczeliny przeciwlotniczej. Wlot powietrza przysłonięty "osłona przeciw-podmuchową".
Czerpnia powietrza oraz wyjście ewakuacyjne jednego z powojennych schronów. Widok charakterystyczny dla wielu polskich miast.
Zachowane oznaczenia prowadzące do schronu pod jednym z budynków mieszkalnych.
Otwór wentylacyjny schronu, umieszczony pomiędzy parterem a pierwszym piętrem. Wlot powietrza przysłonięty "osłoną przeciw-podmuchową".
Oprócz oglądania widocznych części schronów, uczestnicy spaceru mogli dowiedzieć się czym różni się schron od ukrycia, jak klasyfikuje się obiekty ochronne, oraz jak takie obiekty są zbudowane. Ponadto odbyła się prezentacja sprzętu dozymetrycznego i ochronnego oraz ekwipunku Obrony Cywilnej, był także pokaz łączności polowej.

Prezentacja dozymetrów z czasów zimnej wojny. Widzimy tu między innymi RS-70, Polaron Prypiat, dozymetry osobiste DKP-50, kolorymetr PK-56 oraz wiele innych ciekawych eksponatów.
Członkinie stowarzyszenia "R-GAW" w mundurach Obrony Cywilnej prezentują działanie ręcznej syreny alarmowej.
Prezentacja masek przeciwgazowych, od lewej: MP-4 "Buldog", MC-1 "Mysz", SzM41M "Słoń" oraz modyfikacja "Słonia" w wersji dla chorych.
Zwieńczeniem spaceru było wejście do tzw. "Schronu Chrobrego", czyli szczeliny przeciwlotniczej w parku przy ulicy Chrobrego. Obiekt ten znajduje się pod opieką członków stowarzyszenia "R-GAW".

Wejście do "Schronu Chrobrego". 
(Zdjęcie z fanpage stowarzyszenia "R-GAW" https://www.facebook.com/RSOZ.org)

Korytarze szczeliny przeciwlotniczej.
Znów maski przeciwgazowe, oraz manekin w kombinezonie przeciwchemicznym.
Na koniec odbył się także konkurs z nagrodami dla uczestników wycieczki.

Bardzo się cieszę, że odbył się taki spacer. Widać, że jest sporo aktywnych pasjonatów historii, a zainteresowanie ludzi tematem Obrony Cywilnej także jest bardzo duże. Całe wydarzenie było dobrze zorganizowane, pomimo problemów technicznych wynikających z niespodziewanie dużej liczny uczestników. 

Strona stowarzyszenia "R-GAW": http://rgaw.rybnik.pl/o-nas/

niedziela, 24 września 2017

Autunit

Autunit to wtórny minerał uranu. Występuje w różnych miejscach na całym świecie, także w Polsce. Ma charakterystyczny żółtozielony kolor, który kojarzyć możemy na przykład ze szkła uranowego, opisanego przeze mnie tutaj: [link]. Autunit tworzy niewielkie kryształki, często w kształcie płytek, przez co przypomina nieco mikę.

Ten egzemplarz pochodzi z miejscowości o nazwie Szpindlerowy Młyn (cz. Špindlerův Mlýn), w Czechach.
Minerał nie jest duży. Obok łuska naboju 7,62x39 dla porównania.
Autunit, ponieważ zawiera Uran, jest radioaktywny. Poniżej pomiar tła β+γ.
Pomiar promieniowania Autunitu β+γ, pomiar tylko γ nic nie wykazał. Norma promieniowania tła w Polsce to 0,3 μSv/h. Tak więc 12,75 μSv/h promieniowania β to niezły wynik, ponad 42-krotność normy.
Autunit tak samo jak szkło uranowe wykazuje żółtozieloną fluorescencję w świetle UV.
Dziękuję koledze Pawłowi, za wypożyczenie minerału. Bez niego ten wpis by nie powstał.

niedziela, 17 września 2017

Nurty w postapokalipsie

Postapokalipsa, w skrócie często nazywana postapo, to gatunek fantastyki przedstawiający, jak sama nazwa wskazuje świat po apokalipsie. Gatunek ten nie jest nowy, za pierwszy utwór postapokaliptyczne uznaje się książkę "Ostatni człowiek" (ang. "The Last Man") napisaną w roku 1826 przez Mary Shelley, autorkę między innymi powieści o Frankensteinie.

Dziś da się wyróżnić dwa nurty w fantastyce postapokaliptycznej. Można by je nazwać "Zachodnim" i "Wschodnim".

Nurt zachodni w dużej mierze powstał na bazie "etosu" westernowego. Dzikie pustkowia, powszechne bezprawie i czyhające na każdym kroku niebezpieczeństwa. Najczęściej scenerią są tu pustynie a przeciwnikami gangi bandytów i dzikie plemiona zdegenerowanych kreatur, które w tych "postapokaliptycznych westernach" zastępują Indian. Nierzadko pojawia się też postać szeryfa. Fabuła zazwyczaj nastawiona jest tu na walkę z przeciwnikami, często bardzo efektowną. W postapokalipsie zachodniej pojawiają się też zombie. Najlepszym przykładem nurtu zachodniego jest chyba seria filmów "Mad Max". Innymi przykładami zachodniego postapo są gry "Fallout", "Waestland" i "Rage" oraz serial "The Walking Dead".
Fotos z filmu "Mad Max"
Art z gry "Fallout"

Wschodnie postapo powstało w dużej mierze w oparciu o doświadczenia komunizmu i katastrofę w Czarnobylu. Scenerią są tu zazwyczaj wschodnioeuropejskie lasy i łąki. W utworach z nurtu wschodniego zazwyczaj ukazana jest raczej samotność i walka z samym sobą, niż z uzbrojonymi przeciwnikami. Najlepszym przykładem wschodniego postapo jest moim zdaniem film "Stalker" Andrieja Tarkowskiego. Do innych przykładów można zaliczyć serię gier i książek w uniwersum S.T.A.L.K.E.R.-a oraz grę "Escape from Tarkov".
Fotos z filmu "Stalker"
Art z gry "S.T.A.L.K.E.R."

Warto jeszcze przyjrzeć się dwóm innym utworom postapokaliptycznym. Film "Droga" Johna Hillcoat'a, na podstawie książki Cormac McCarthy'ego, o tym samym tytule. Choć film nakręcono w USA i zalicza się raczej do nurtu zachodniego, ma wiele wspólnego z utworami wschodnimi, zwłaszcza jeśli chodzi o ogólny klimat i scenerię.
Fotos z filmu "Droga" 

Drugim ciekawym przypadkiem jest seria gier i książek z "Universum Metro 2033". Choć autorem koncepcji jest Rosjanin Dmitrij Głuchowski, to konstrukcja świata ma wiele wspólnego z zachodnim postapo, zwłaszcza gry komputerowe z tej serii, w których nacisk postawiono na dużą ilość akcji i walki.

Ja osobiście wolę nurt wschodni, który jest moim zdaniem mniej efekciarski. A może po prostu bliższy mi, ze względu na położenie geograficzne.

środa, 9 sierpnia 2017

Apteczka Indywidualna (uzupełnienie)

Jakiś czas temu umieściłem na moim blogu wpis na temat radzieckiej apteczki indywidualnej AI-2, przeznaczonej do użycia w razie ataku bronią masowego rażenia. 
Do przeczytania tutaj: [link]

Oto uzupełnienie tamtego wpisu. Opis tego, co znajdowało się w apteczce, oraz jak poszczególne substancje działały. Specjalne podziękowania dla studenta medycyny Jakuba, bez którego ten wpis by nie powstał.

Wnętrze apteczki.
Spis zawartości apteczki. Widoczne plamy powstały nie jak wcześniej przypuszczałem na skutek zawilgocenia podczas magazynowania apteczki, ale w wyniku rozszczelnienia się pojemnika z jodem w gnieździe nr.6
  
A oto co znajdowało się w apteczce:

Gniazdo 1 - ampułkostrzykawka z 2% roztworem Promedolu (opioid) lub 2% roztworu Omnoponu (mieszanina opioidów)  - silny lek przeciwbólowy. 
Zastosowanie - w razie ogromnego bólu wywołanego urazem, postrzałem lub przebiegiem różnych innych chorób. Najczęściej gniazdo to jest puste, dopiero po wejściu w strefę walki miało być uzupełniane (aby żołnierze nie nadużywali tych leków - w końcu opioidy są to najsilniejsze środki narkotyczne). Ampułkostrzykawka to właściwie fiolka ze ściśle określoną dawką leku, zaopatrzona w igłę - ściąga się nasadkę, wbija igłę w mięsień (najczęściej w przód uda - ogromny mięsień czworogłowy uda, w który łatwo trafić nawet podczas samodzielnej aplikacji) i podaje całą dawkę leku ze zbiorniczka. Wstrzyknięcie zapewnia szybsze działanie niż zażycie w postaci tabletki.

Gniazdo 2 - pojemnik tutaj jest biały, a nie malinowy jak wskazywałaby instrukcja. Pojemnik ten zawierał Taren. Taren (mieszanina wielu związków) - antagonista receptorów muskarynowych i nikotynowych - stosowany w zatruciu inhibitorami esterazy cholinowej (np. związki fosforoorganiczne - sarin, VX). Skutkiem ubocznym Tarenu (zwłaszcza spożytego w nadmiarze) były halucynacje - żołnierze bardzo często używali go w celach rekreacyjnych, dlatego zapewne zdecydowano się zmienić kolor pojemnika - przypominał on wtedy pojemniki z chlorotetracykliną (z gniazda 5), co trochę zmniejszało szansę bezmyślnego sięgnięcia po Taren. 

Dołączona do apteczki karteczka informująca o zmianach w gnieździe drugim.

Dla zainteresowanych, krótki opis tego jak działają niektóre gazy bojowe i w jaki sposób Taren zapobiegał skutkom ich użycia:

W organizmie mamy dwie części autonomicznego układu nerwowego - współczulną (aktywną w czasie walki, ucieczki) i przywspółczulną (aktywną w czasie spokoju, odpoczynku). W końcowych częściach układu przywspółczulnego jest wydzielana acetylocholina, która pobudza receptory muskarynowe organów. Acetylocholina jest również wydzielana przez neurony unerwiające mięśnie szkieletowe - wtedy działają receptory nikotynowe.
 
Pobudzenie receptorów muskarynowych wywołuje np. zwężenie źrenic, skurcz oskrzeli, skurcze jelit, rozszerzenie naczyń krwionośnych, zwolnienie akcji serca i zmniejszenie ciśnienia tętniczego.
Z kolei receptory nikotynowe powodują skurcz mięśnia. Aby acetylocholina nie działała zbyt długo jest rozkładana przez enzym - esterazę cholinową.
 
To właśnie niektóre gazy bojowe (VX, sarin, soman) i związki fosforoorganiczne (np. pestycydy) są inhibitorami tego enzymu. Wiążą się z nim i powodują, że nie działa. Nadmiar acetylocholiny powoduje silne objawy wymienione wyżej - śmierć na skutek uduszenia (ciągły skurcz mięśni - w tym przepony) i zatrzymania akcji serca (serce stopniowo zwalnia)
 
Można temu przeciwdziałać - wspomniany Taren jest antagonistą  receptorów muskarynowych i nikotynowych - wiążąc się z nimi niejako je blokuje, wskutek czego acetylocholina nie może na nie oddziaływać.

Atropina z kolei jest antagonistą acetylocholiny - wiąże się z receptorami podobnie jak Taren, ale też potrafi wypierać acetylocholinę z receptorów. Bardzo często występuje w połączeniu z Pralidoksymem - lekiem reaktywującym na nowo enzym esterazę cholinową. Takie połączenie występuje np. w autostrzykawce z zestawu IZAS-5 (współczesny zestaw wojskowy).

Wracamy do opisu dalszej części apteczki.

Gniazdo 3 - sulfadimetoksyna. Sulfonamid, czyli lek przeciwbakteryjny (ale nie antybiotyk!). Stosowany w leczeniu różnych infekcji mogących pojawić się np. po napromieniowaniu (zniszczenie szpiku -> spadek ciałek białych krwi (bo się nie wytwarzają) -> zmniejszona odporność). Substancja ta ma bardzo szerokie spektrum działania (pewnie dlatego znalazła się w apteczce), ale niestety jest bardzo toksyczna - zwłaszcza dla nerek.
 
Co ciekawe obecnie tylko w Rosji jest stosowana na ludziach (często w leczeniu zapaleń płuc), w innych krajach (w tym w Polsce) przeznaczona obecnie tylko w lecznictwie weterynaryjnym.

Gniazdo 4 - cysteamina - lek niwelujący objawy napromieniowania. Promieniowanie jonizujące, jak sama nazwa mówi - przechodząc przez ośrodki powoduje powstawanie jonów. Dla tkanek jest to szczególnie niebezpieczne - pod wpływem promieniowania powstają nie tyle jony, co wolne rodniki. Wolne rodniki wiążą się z białkami - zakłócając ich funkcję, a co jeszcze bardziej niebezpieczne - z DNA. Uszkodzenie DNA prowadzi do wielu następstw - od razu - zahamowanie podziału komórek - komórki się nie odnawiają, co skutkuje powolnym niszczeniem organizmu i śmiercią. Drugi, długofalowy skutek - mutacje w DNA, dzięki czemu mogą się uaktywnić niektóre nowotwory. Cysteamina jest lekiem, który neutralizuje wolne rodniki, przez co nie mogą one niszczyć DNA komórek. A więc nie jest lekiem przeciw promieniowaniu, jak można na niektórych stronach internetowych przeczytać, tylko lekiem minimalizującym niekorzystne działania promieniowania jonizującego na organizm.

Gniazdo 5 - wspomniana wcześniej chlorotetracyklina (a od 1987 wibramycyna) - antybiotyk z grupy tetracyklin, ma szerokie spektrum przeciwbakteryjne, a co ważne jest skuteczna względem bakterii atypowych oraz stosowana w leczeniu wąglika, dżumy (a więc podstawowych chorób broni biologicznej). Powoduje mniej działań niepożądanych od sulfonamidów.

Gniazdo 6 - jodek potasu. Zawiera jod w "czystej postaci". Po wybuchy jądrowym uwalniane jest dużo radioaktywnego jodu I131 Tarczyca, jako gruczoł endokrynny, produkuje i wydziela hormony. Do syntezy tych hormonów potrzebuje jodu. Promieniotwórczy izotop występujący po skażeniu z łatwością wchłania się do tarczycy, powodując jej uszkodzenie (i to jest groźne, bo źródło promieniowania znajduje się wówczas w organizmie!). Rozchwianie funkcji tarczycy skutkuje rozregulowaniem metabolizmu, co jest niekorzystne a także może doprowadzić do wielu powikłań.
Przyjmując czysty, nieskażony jod tarczyca go asymiluje i robi "zapasy" wskutek czego promieniotwórczy się już nie wchłania. Tak samo działał płyn Lugola podawany dzieciom po awarii w Czarnobylu (roztwór jodu w jodku potasu).

Gniazdo 7 - perfenazyna. Środek przeciwpsychotyczny i przeciwlękowy starego typu. Ma zapobiegać psychicznemu dyskomfortowi doznawanemu w czasie wojny, ataku, bądź długiemu przebywaniu w schronie. Dodatkowo posiada działanie przeciwwymiotne - pomaga np. w łagodzeniu wymiotów występujących na skutek choroby popromiennej.
Obecnie nie stosowany, to stary lek o wielu działaniach ubocznych - uszkadza nerki i wątrobę. Dzisiaj używa się lepszych leków.

niedziela, 18 czerwca 2017

Szkolny radioindykator

Radioindykator to ciekawy przyrząd dozymetryczny z funkcją licznika Geigera. Służy do wykonywania prostych eksperymentów z promieniowaniem. Prezentowany egzemplarz jest niesprawny, najprawdopodobniej na skutek rozszczelnienia się tuby pomiarowej.

Widzimy tu lampkę i głośnik z przodu miernika, oraz okienko z tubą pomiarową u góry.
Urządzenie znajduje się w drewnianej obudowie o ciekawym designie, charakterystycznym dla lat '60. Obudowę pokryto farbą o szarozielonym odcieniu.
Zapalenie się lampki sygnalizowało, że przyrząd jest zasilany, natomiast trzaski głośnika informowały o promieniowaniu.
Okienko z widoczną tubą pomiarową BOB-33.
Tył miernika, z miejscem do podłączenia zasilania. Zasilanie jest chyba największą wadą tego urządzenia. Wymaga ono jednocześnie zasilania z sieci 220V na jednej parze styków oraz napięcia stałego 6,3V z prądem o dużym natężeniu na drugiej parze.
Na dole miernika umieszczono tabliczkę znamionową. Można się z niej dowiedzieć, że miernik ten wyprodukowany został przez Fabrykę Pomocy Naukowych z Poznania w roku 1965.
Wewnątrz miernika znajduje się taki oto układ elektroniczny, z jedną lampą elektronową, głośniczkiem oraz lampką neonową.
Zastosowana w mierniku tuba pomiarowa BOB-33 polskiej produkcji, wykonana jest ze szkła. To najprawdopodobniej jej rozszczelnienie jest przyczyną niesprawności tego miernika.
Podziękowania dla Fizyczki ZSM za wypożyczenie miernika :)